Bajka o łysym jeżu

lysyjez

Nie jest łatwo być jeżem. O nie.
Ale łysym jeżem – to już prawdziwa katastrofa.

Niestety pewien jeż, mieszkający u podnóża Wielkich Gór, tak mniej więcej między Doliną Hohohołowską a Szarym Potokiem, wyłysiał pewnej jesieni ze zmartwienia.
A martwił się o wszystko; że liście spadają nie tą stroną, co trzeba; że wiatr wieje za mocno albo za słabo; że zima nadejdzie wkrótce, a on nie zdąży narobić sobie przetworów z pędraczków.
Chodził po lesie, jęczał ojojoj i gubił jedną igłę po drugiej.
Kiedy się zorientował, że łysieje, to oczywiście miał jeszcze jeden, Bardzo Poważny powód do zmartwienia.
– Łysieję! – mówił do siebie. – I to tuż przed zimą! Na lato to może i miałoby trochę sensu, można by się opalić ładnie, ale teraz tylko zmarznę. No i jak jak wyglądam? Stanę się pośmiewiskiem. Łysy jeż, toż to kpina! No i moje zdolności obronne spadną w zasadzie do zera. Co robić, co robić?

Zaczął szukać w InterZwierzoNecie informacji na temat Łysienia Jeży i Jak Temu Zaradzić.  Kupił sobie trzy Niezawodne Środki Do Wcierania, i smarował się nimi, aż skóra tak mu się wygładziła, że ślizgał się na kamieniach, ale igieł ani śladu!
Połykał specjalne Tabletki na Porost, czytał poradniki, ćwiczył siłę woli i mięśni – nic nie pomagało.

Aż pewnego dnia, gdy zupełnie załamany siedział nad potokiem i zastanawiał się, czy do niego nie wskoczyć i nie zostać pstrągiem, zobaczyła go pewna mała dziewczynka, która właśnie tamtędy przechodziła.
– O, łysy jeż! – zawołała. – Mamo, zobacz, znalazłam zupełnie łysego jeża, czy mogę zabrać go do domu?
I mama się zgodziła, bo nie mogła przecież powiedzieć, że dziewczynka się pokłuje, albo że tato idąc rano do łazienki stanie na jeża i będzie go bolała pięta, albo że ich pies, Maurycy, powącha jeża, ot tak, z ciekawości, i zaraz będzie miał pełno igieł powbijanych w nos.
I jeż zamieszkał z dziewczynką i bardzo się zaprzyjaźnili; dziewczynka uszyła mu ciepły kubraczek na zimę i chodzili razem na sanki i łyżwy, i jeż był tak szczęśliwy, że zupełnie zapomniał się martwić!… I domyślacie się pewnie, co się stało. Na wiosnę igły mu odrosły, jeszcze gęstsze i ładniejsze niż kiedykolwiek!

Na szczęście rodzina dziewczynki tak przyzwyczaiła się do jeża, że nie wyobrażali już sobie życia bez niego – z igłami czy bez – był to przecież ich ukochany, najmilszy, ich własny Jeż.

Reklamy