KALOSZE

kaloszeMówi mama: “Bardzo proszę,
Załóż, Kasiu, dziś kalosze.”
Bo gdy woda leci z nieba,
To kalosze nosić trzeba.

“Co, kalosze? Jak kalosze?
Ja kaloszy, fuj, nie znoszę!”
Tupie nóżką Kasia mała,
Buzia jej się krzywi cała.

A kalosze w kącie stoją,
Wszystko słyszą i się boją.
Nie chce Kasia ich, niestety,
Takie prawo jest kobiety,
Ale smutno jest kaloszom,
Kiedy dzieci ich nie noszą.
Leżą w kącie zapomniane,
Zakurzone i niechciane.

“Jakie wstrętne! Nie założę!
Nie chcę bawić się na dworze!”
Kalosz tuli się z kaloszem,
Dla pociechy trąca nosem.
“Czemu Kasia nas nie znosi?
Czemu nigdy nas nie nosi?
Po kałużach nie chce skakać,
Biegać, bawić się i chlapać?”
Jeden z drugim kalosz duma,
Aż się smętnie marszczy guma.
“Czemu ktoś jest tak niemiły?…”
Tu się całkiem rozkleiły!

“Kalosz szlocha? Kalosz płacze?
Niemożliwe, daj, zobaczę!”
Biegnie Kasia i w kąt zerka,
Tuli buty do sweterka.
“Już nie będę taka podła!
Wstrętna Kasia was zawiodła,
Ale to się nie powtórzy!”
I wskoczyła do kałuży.
Teraz ciągle razem, proszę!
Kasia i jej dwa kalosze.

Advertisements