PÓŁKA Z NAJLEPSZYMI KSIĄŻKAMI DLA DZIECI: KUBUŚ PUCHATEK

Odkurzałam dziś półkę z ulubionymi książkami i przyszło mi do głowy, że w Błogosferze też trzeba by coś takiego sklecić… Żeby wszystkie Mamy, Tatusiowie i ich Dzieci od razu wiedziały, jakie książki są najfajniejsze.
Będę na nią wkładać po kolei pozycje czytane wielokrotnie, które podobały mi się równie mocno, gdy byłam małym wiedźmiątkiem, jak i później, gdy jako nastoletnia wiedźminka uczyłam się latać na miotle. A nawet lubię do nich wracać teraz, gdy jestem hmm… dojrzałą w latach Wiedźmą, której do czytania potrzebne są okulary. To będzie taka książkowa lista przebojów dla małych Czytaczy.

Większość z tych książek na pewno dobrze znacie. Na przykład tę, od której chcę zacząć, czyli Kubusia Puchatka. Ale na pewno z czasem pojawią się tam inne, których nie czytaliście, a koniecznie powinniście.
Jeśli ktoś będzie miał jakieś swoje propozycje, dotyczące pozycji, które według niego koniecznie na tej półce muszą się znaleźć – niech pisze do mnie na maila lub w komentarzach!

DSC08599small

A więc zaczynamy:
“Kubuś Puchatek” i “Chatka Puchatka” – dwie książki, w których występuje Kubuś Puchatek, czyli Miś o Bardzo Małym Rozumku. A także cała gromada jego przyjaciół ze Stumilowego Lasu: mały, lękliwy Prosiaczek, ponury Kłapouchy, wiecznie zaganiany Królik, Sowa Przemądrzała, Mama Kangurzyca z Maleństwem, no i oczywiście Krzyś, a poza tym bardzo liczna grupa krewnych-i-znajomych Królika. W drugim tomie do lasu przybywa jeszcze rozbrykany Tygrys i powoduje niemało zamieszania swoimi szalonymi wybrykami.

Trudno mi powiedzieć, które z opowiadań o misiu i jego przyjaciołach podoba mi się najbardziej. Czy to, w którym Miś objada się za bardzo u Królika i  u t y k a  we frontowych drzwiach jego norki?… Czy jak chodzi z Prosiaczkiem po śladach łasic, które to ślady okazują się jego własnymi?… Czy jak próbuje dobrać się do miodu, udając chmurkę?… Czy też, gdy szuka odpowiedniego jedzenia dla Tygrysa, który właśnie pojawił się w Lesie?… A może o Pułapce na Słonia?… Wszystkie te historyjki są tak znakomite, że nie sposób się zdecydować. Jeśli musiałabym jakąś wybrać, to może tę, w której “Tygrys zostaje odbryknięty”? I kiedy to absurdalne rozumowanie Puchatka, żeby poszukać Dołka, do którego ciągle niechcący wracali błądząc w gęstej mgle, a nie Domu, do którego nie mogli wciąż trafić, okazuje się jak najbardziej skuteczne. Choć nie wiem… A może misie-patysie i o pływającym Kłapouchym?… Albo jak Kłapouchy zgubił ogon?… W ogóle ponura postać Kłapouchego jest jedną z najfajniejszych w książce. Obok oczywiście Puchatka, Prosiaczka, Krzysia, Królika, Sowy, Tygrysa, Kangurzycy, Maleństwa, no i wszystkich krewnych-i-znajomych Królika… 🙂 Na tym właśnie polega urok tej książki – wszystkie postaci i wszystkie ich przygody są przezabawne i jednocześnie wzruszające. Bohaterowie mają mnóstwo wad, ale to tylko czyni ich oraz ich przygody bliższymi naszego serca, bo kto z nas wad nie ma? Nad całą książką unosi się duch prawdziwie angielskiego absurdalnego  humoru i już mniej angielskiego – ciepła.

Może zacytuję jeden z moich ulubionych fragmentów (choć jest ich tyle, że i tu trudno się zdecydować):
“- Tygrys też ma rację – powiedział Prosiaczek sennie.
Pewnie że ma – powiedział Krzyś.
Każdy ma zawsze rację – rzekł Puchatek – tak mi się zdaje – powiedział – ale nie wiem, czy ja mam rację.
Pewnie że masz – odparł Krzyś.”

Z ciekawostek dla dorosłych miłośników Kubusia dodam, że w oryginale imię misia to Winnie-the-Pooh – a Winnie jest imieniem… dziewczęcym, zdrobnieniem od Winifredy. Tak nazywała się niedźwiedzica w londyńskim ZOO, którą czteroletni syn Milne’go, Christopher  Robin bardzo polubił. Powstało kiedyś tłumaczenie Kubusia (autorstwa Moniki Adamczyk), które starało się oddać więcej słownych dowcipów i językowych odniesień oryginału – w tej wersji tytuł brzmiał: “Fredzia Phi-Phi”, ale zupełnie się nie przyjął. Klasyczne tłumaczenie Ireny Tuwim jest doskonałym kompromisem pomiędzy zabawami słownymi oryginału a wrażliwością najmłodszego czytelnika. I nawet niezależnie od tego, że tak mocno wrosło już w naszą świadomość, że inne próby tłumaczeń wydają się być czymś nienaturalnym, to bez wątpienia jest po prostu  l e p s z e .

A.A.Milne wydał pierwszy tom w roku 1926, a drugi 1928 – oba stały się natychmiast przebojami wydawniczymi. Przepis na sukces był z pozoru prosty – Milne’mu udało się tak napisać książkę dla dzieci, które są jeszcze za małe, żeby czytać samodzielnie, że bawi czytających ją na głos dorosłych… Innymi słowy – dwie książki w jednej! Taka sztuka rzadko się udaje.

Sam Milne publikował bardzo wiele; zanim napisał Puchatka, był znanym autorem-satyrykiem wydającym głównie w Punch’u. A także uznanym dramaturgiem. Ale mało kto dzisiaj czyta, pamięta i zna cokolwiek innego z jego twórczości niż te dwie małe książeczki o pewnym Misiu.

Advertisements