O JEDNOROŻCACH, TRÓJNOGACH I CZTERECH KÓŁKACH

Czy wiecie, że auto, które jest zadowolone,  mruczy zupełnie jak kot, który jest zadowolony? Ludzie zwykle tego nie słyszą, bo auta mają zazwyczaj mało powodów do zadowolenia. Muszą wozić ich po zatłoczonych ulicach miast, pełnych spalin, korków i wiecznego pośpiechu. Albo pędzić na złamanie karku szosami kiepskiej jakości z jednego miasta do drugiego i bardzo uważać, bo za każdym zakrętem grozi im wypadek. Albo tłuc się po wertepach, wśród kurzu i kamieni, jakąś wiejską dróżką, bardzo martwiąc się o swoje resory. Nie, nie, w czasie jazdy żadne porządne auto nie ma czasu na mruczenie. Burczą, terkoczą, warczą, a wyścigowe ryczą, ale nigdy nie mruczą.
A gdy ludzie już dojadą z punktu A do B, to wysiadają i zostawiają auto samo – na ulicy, pod domem, często na deszczu lub mrozie. I z czego tu się cieszyć? Nawet gdy właściciel ma porządny garaż, to komu byłoby przyjemnie siedzieć w nim zupełnie samemu i to w ciemnościach?…
Nie, nie, auta mają naprawdę mało powodów do prawdziwego zadowolenia. Nie to co koty – wygodnie usadowione na kolanach swoich państwa, grzejące się w cieple kominka, głaskane i rozpieszczane!

Ta historia jest jednak o Aucie, któremu się bardzo poszczęściło, bo trafiło – z powodu pomyłki w adresie – nie do Białegostoku a do Bajolandii, i nie do Dorosłego, jak to zwykle się dzieje, a do pewnej małej dziewczynki. I wkrótce bardzo się ze sobą zaprzyjaźnili. Dziewczynka dbała o nie i często się z nim bawiła. Codziennie też wyprowadzała Auto na spacer i zawsze miała dla niego parę łyków najlepszej bajolańskiej benzynki. Najbardziej jednak oboje cieszyli się z tych chwil, gdy mogli razem pojechać na jakąś ciekawą wycieczkę. A to do zamku Króla Brumbadura, a to do Zaczarowanego Lasu, a to na Jarmark Wielkoludów i Niziołków.

dziecko za kierownicą

Wyjeżdżali zawsze tuż po śniadaniu i jechali nie śpiesząc się wcale przez Bajolańskie wzgórki i doliny, porośnięte zieloną trawą albo mchem. Trawa w Bajolandii jest zawsze przystrzyżona – ot, strzyże się sama, co parę dni, a mech jest mięciutki i gładki, toteż jechało się po nich bajecznie. Klementyna siedziała za kierownicą, pod pupę podkładała sobie jasiek, bo inaczej nic by nie widziała przed przednią szybę. Bardzo lubiła kręcić kierownicą, chociaż Auto i tak jechało tam, gdzie samo chciało. Nic więc dziwnego, że było zawsze ogromnie zadowolone i przez całą drogę pomrukiwało z cicha.

Pewnego razu jednak tak oboje zagadali się w czasie jazdy, że pomylili drogę i zamiast na Balet Jednorożców trafili na Wyścigi Trójnogów. Co to był za dzień! Wszystkie zebrane Trójnogi były tak podniecone współzawodnictwem, że tupały swoimi nogami i grzebały nimi w ziemi już na długo przed startem, wznosząc tumany różowego kurzu (w Bajolandii kurz jest różowy i smakuje truskawkami z bitą śmietaną). A gdy wreszcie ruszyły – te wszystkie małe Stołki Kuchenne, Statywy Fotograficzne, Trójnożne Etażerki, Stoliczki Pod Kwiaty, i wiele, wiele innych, to każdy pobiegł w inną stronę, bo z Trójnogami jest tak, że nikt nie wie, gdzie jest ich przód, a gdzie tył. Zwłaszcza one same.

Wyścig więc nie był zbyt udany, ale Auto i Dziewczynka wrócili do domu bardzo zadowoleni.
“Czy wolałbyś  – zapytała później Dziewczynka, ścierając delikatnie mięciutką ściereczką różowy kurz z karoserii Auta – być Jednorożcem czy Trójnogiem?”
“Czterokołowcem” – zamruczało Auto.

Reklamy