MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO ŁYPNIĘCIA

XII-115

Pewien Lew z wielką grzywą, mieszkający w krainie zwanej Bajolandią, przechadzając się po swej popołudniowej herbacie w lesie, spotkał Wróżkę Śmieciuszkę i natychmiast zakochał się w niej bez pamięci. Lew nigdy przedtem nie był zakochany i było to bardzo dziwne uczucie. Poczuł w brzuchu latające motyle (a przecież nigdy nie zjadł żadnego motyla, co to to nie!) i okropną słabość we wszystkich swoich czterech łapach.

– Przepraszam, nie wie pan, która godzina? – zapytała go Wróżka i w tym momencie Lew zupełnie stracił głowę.

– Eeee… – powiedział. – Eeee… – dodał po chwili.

– Źle się pan czuje? – zapytała Wróżka z troską w głosie.

Lew zakrztusił się, zrobił zeza i… uciekł.

Wróżka bardzo się zdziwiła jego zachowaniem i może dlatego myślała o nim przez cały dzień. Po pierwsze przejrzała się dokładnie w lustrze, bo pomyślała, że może miała rozczochrane włosy albo przez przypadek sama wyczarowała sobie pryszcze na twarzy, albo coś równie okropnego, i Lew widząc ją tak się przeraził, że uciekł. Ale nie, wszystko wydawało się być w porządku. Potem zaczęła myśleć, że może Lew to nie był wcale Lew, tylko na przykład Tchórzliwy Królik, którego ktoś (przez przypadek albo specjalnie) zaczarowała w Lwa…

Albo może Lew właśnie przypomniał sobie, że nie wyłączył żelazka?…

Lub że przyjeżdża jego Ciotka, a on nie kupił jej ulubionych ciasteczek?…

I im więcej o nim myślała, tym wyraźniej widziała przed oczami jego złocistą, bujną grzywę, silne łapy… i te oczy… nieduże, ale pełne złocistych ogników!…

I tak się zdarzyło, że kiedy spotkali się przypadkiem po raz drugi, a było to dwa dni, cztery godziny, piętnaście minut i siedem sekund później, oboje bardzo się zmieszali, zaczerwienili (Lew zaczerwienił się pod futrem), a potem zbledli. Unikali swojego wzroku i uśmiechali się do siebie nieśmiało. A potem Lew zebrał się na odwagę (w końcu był jednak Lwem, a nie Tchórzliwym Królikiem) i zapytał:

– Pójdziesz dziś ze mną na mecz pchełki możnej? (w Bajolandii to bardzo popularna gra, w której trzeba umieścić trzynaście skaczących we wszystkich kierunkach pchełek w małej, złotej szkatułce przeciwnika; w grze biorą również udział flamingi i jeden ork).

A Wróżka, która poszłaby z nim na koniec świata, odpowiedziała:

– Obstawiam, że będzie 7-4 dla naszych – czym już kompletnie zawojowała Lwa, bo nie dość, że dziewczyna, to jeszcze wróżka, a zna się na pchełce możnej!

No i nie trzeba wam chyba mówić, czym to się wszystko skończyło. Lew i Wróżka zostali parą, a potem nawet ożenili się ze sobą. I żyli długo i szczęśliwie, bo w Bajolandii wszystko jest możliwe.

Nawet to, że od Przypadkowe Zakochanie, może się skończyć Prawdziwą Miłością.

Advertisements