POLECANKI: CZAROWNICA PIĘTRO NIŻEJ

index

Jako wiedźma z babki prababki z pewną podejrzliwością obserwuję przejawy działalności innych wiedźm w literaturze, teatrze, mediach, a przede wszystkim życiu codziennym. Książki o czarownicach to też naturalnie pole moich zainteresowań i obserwacji. A podejrzliwość skąd?…To oczywiste. Wiele osób próbuje podszywać się pod wiedźmy albo pisać o nich, nie znając żadnej osobiście – właściwie nie wiem, dlaczego to robią. Jakby życie zwyczajnych ludzi nie było wystarczająco ciekawe czy skomplikowane.

Bardzo ostrożnie otworzyłam więc książkę “Czarownica piętro niżej” Marcina Szczygielskiego, wydaną przez Bajkę… Wiecie, jak to się robi: trzeba leciutko unieść okładkę i odczekać chwilę lub dwie. Jeśli książka roi się od kiepskich zmyśleń, wylatują w tym momencie z głośnym bzyczeniem jak tłuste muchy. Na szczęście spod okładki “Czarownicy” nic nie wyleciało, natomiast poczułam słodki i lekko zalatujący zgnilizną zapach lilii… “Oho” – pomyślałam – “Będzie się działo”.

No i rzeczywiście, w książce dzieje się bardzo wiele, choć nie od pierwszej strony. Opowieść przypomina lawinę – najpierw panuje spokój i prawie bezruch, a deszczowe lato ciągnie się jak makaron, a potem wydarzenia zaczynają się zagęszczać, by w końcu runąć na głowę głównej bohaterki, ośmioletniej Mai, jak… no, właśnie, lawina.

index3

Czarownice w “Czarownicy” są dwie, a właściwie trzy, jeśli policzyć też zaginioną siostrę dwóch pozostałych, która w ostatnim rozdziale… No, nie, nie mogę zdradzać pointy. Pointy, która równocześnie jest zapowiedzią ciągu dalszego przygód Mai, “wielkomiejskiej” dziewczynki, oderwanej siłą od telewizora i rzuconej na “prowincję”, jak to ktoś napisał, czyli do Szczecina. Ta podróż, przeciwko której Maja bardzo się buntuje, okazuje się być podróżą w czasie – jak najbardziej realną w pierwszej części książki. Maja, przyjeżdżając do ciabci, czyli swojej ciotecznej prababci, po raz pierwszy w życiu styka się ze stylem życia sprzed czasów Internetu, komputerów, komórek, a nawet kolorowej telewizji. Ciabcia gotuje na piecyku opalanym węglem, w czarno-białym pudle telewizora ogląda tylko wiadomości, a pierze raz w miesiącu w kotle i pralce typu Frania.

Dorosłym czytelnikom te fragmenty podobają się najbardziej, co wiem nie tylko dlatego, że sama jestem zdecydowanie dorosła, ale dlatego, że przeczytałam kilka recenzji (pisanych oczywiście przez dorosłych). W jednej była nawet rada Pani Recenzentki, żeby autor, pan Marcin Sczygielski, ograniczył się do “małego realizmu”, bo to mu wychodzi, a zapomniał o fantazji, bo to mu nie wychodzi.

A bo ja wiem?… Dzieciom chyba książka tak naprawdę zaczyna się podobać, gdy nabiera rozpędu, a wydarzenia robią się coraz bardziej fantastyczne. Gadający kot i wiewiórka (która twierdzi uparcie, że jest lisem), Duch Oskar, Zdradliwe Lilie, tajemne podziemne przejście i klucz do otwierania wszystkich drzwi… A nawet “prawdziwa” podróż w czasie – do epoki długich sukien, tużurków i seansów spirytystycznych.

Czy ciabcia zdała mój Bździnduszy test na wiedźmowatość? Jak najbardziej. Mam nawet wrażenie, że poznałam ją osobiście na którymś ze zlotów; pamiętam wyraźnie jedną dojrzałą w latach czarownicę latającą na ogrodowej kosiarce, z motyką w dłoni.

index4

Wyglądała dokładnie tak, jak na ilustracjach Magdy Wosik – swoją drogą graficzne opracowanie tej książki jest po prostu… bajeczne! Ukłony dla Wydawnictwa Bajka i  oczywiście dla ilustratorki.

Polecam!

bzdzinpodpistransparent

 

Reklamy