PRAWDZIWA BAJKA: DOMEK NA KÓŁKACH

samochod

Prawdziwa bajka jest wtedy, gdy nie ma w niej czarów i magicznych zaklęć. Wszystko, co się w niej dzieje, dzieje się dlatego, że ktoś po prostu coś zrobił, a nie zamachał czarodziejską różdżką. Na przykład, gdy Kubuś Puchatek wsadził głowę do garnczka z miodem i nie mógł jej wyjąć. A potem mały Prosiaczek myślał, że to Ho-hoń.

 

Dzisiaj opowiem wam, jak pewna rodzinka w składzie: Mama Kasia, Tata Marcin, Synek Stefan i Córcia Helenka postanowili kupić sobie duży samochód, którym można nie tylko podróżować, ale i mieszkać. Taki Dom Na Kółkach. Chcieli jeździć nim na wakacje i o nic się nie martwić. Przynajmniej tak im się wydawało.

 

Plan był bardzo dobry – kiedy podróżujesz takim samochodem, to zatrzymujesz się tam, gdzie jest naprawdę ładnie i gdzie masz ochotę, a nie tam, gdzie zarezerwowałeś miejsca patrząc na zdjęcia w Internecie, a potem okazuje się, że hotel jest przy głównej szosie, a widok na morze nie jest z jego okien, a ze wzgórza dwa kilometry dalej.

 

Gdy już uzbierali właściwą ilość pieniędzy, co zajęło im całą zimę, Tata Marcin pojechał do sklepu z używanymi samochodami i kupił najładniejszy Domek Na Kółkach, jaki mógł dostać za tę sumę. Potem bardzo z siebie dumny podjechał Domem Na Kółkach pod ich Dom Bez Kółek i zatrąbił. Cała rodzina, to znaczy Mama Kasia, Synek Stefanek i Córcia Helenka, wybiegła na ulicę, żeby go podziwiać (to znaczy samochód, a nie Tatę Marcina, który, choć bardzo fajny, do podziwiania się specjalnie nie nadaje). Najpierw obeszli go w koło, potem parę razy weszli do środka i z niego wyszli. Potem zrobili sobie przed nim rodzinne zdjęcie na pamiątkę. Samochód nie był nowy (na nowy musieliby zbierać pieniądze przez tyle zim, że rodzice staliby się dziadkami, a dzieci same byłyby już rodzicami), ale wyglądał naprawdę super! Sami zobaczcie na obrazku. Potem postanowili, że przejadą się nim na próbę, z tym że Stefanek, chciał koniecznie prowadzić, a Helenka uparła się, że muszą zabrać ze sobą Pana Grubisia (kota) i wszystkie jej zabawki.

 

Po dość długiej dyskusji Stefanek zgodził się, że poprowadzi Domek Na kółkach, gdy skończy osiemnaście lat i zda egzamin na prawo jazdy, a Helenka wzięła na przejażdżkę Pana Grubisia Numer Dwa, czyli pluszową wersję zamiast oryginału, oraz jedną lalkę, Zdzisię.

– Gotowi? – zapytał Tata Marcin spoglądając na swoją rodzinę. – To w drogę! – i przekręcił kluczyk w stacyjce. Domek Na Kółkach zacharczał, zawarczał, lekko się zatrząsł i… silnik zgasł.

– Hmm – powiedział Tata Marcin – Spróbujmy raz jeszcze.

Ale kolejna próba była nawet mniej udana – po przekręceniu kluczyka nie stało się absolutnie nic.

– Ja myślę – powiedział synek Stefanek po dłuższej chwili milczenia – Myślę, że naszemu Domkowi Na Kółkach podoba się nasza ulica i postanowił przy niej zamieszkać.

– No cóż. Zapewne znudziło mu się ciągłe przemieszczanie się z miejsca na miejsce – zgodziła się Mama.

 

W gruncie rzeczy Domek Na Kółkach okazał się bardzo udanym zakupem. Stefanek i Helenka bawili się w nim na okrągło. Stefanek zawsze prowadził, a Helenka zabierała ze sobą w podróż wszystkie swoje zabawki i Pana Grubisia, jeśli tylko udało jej się go złapać. Jeździli do Krainy Dinozaurów i na Wyspę Skarbów (ich Domek Na Kółkach zmieniał się wtedy w Domek Na Wodzie), do Doliny Muminków, Nibylandii i wielu innych fajnych miejsc. Bez żadnych czarów, co to  to nie! Przecież mówiłam wam, że to prawdziwa bajka.

Ale od czego ma się wyobraźnię?

 

 

Reklamy