MARY POPPINS NA ULICY CZEREŚNIOWEJ

DSC00441

 

Jakoś tak dziwnie się złożyło – zupełnie przypadkiem, choć znam osoby, które w przypadki nie wierzą – że w Noc Świętojańską sięgnęłam na półkę po “Mary Poppins z ulicy Czereśniowej”. Cieniutka książeczka, napisana przez P.L.Travers w wieku 83 lat (a więc 50 lat po pierwszej z cyklu). Otworzyłam na pierwszej stronie i przeczytałam:

“Była Noc Świętojańska. To najbardziej czarodziejska ze wszystkich nocy w roku.”

– Hmm… – pomyślałam. – Czary.

Niestety czary tu się kończą. Opowieść o kolacyjnym pikniku, na który Mary Poppins wraz z gromadką swoich podopiecznych wybiera się do parku, nie wciąga ani nie zachwyca. Głównym bohaterem zdaje się być Dozorca Parku. Ale występuje też wiele innych postaci, zarysowanych mniej lub bardziej szkicowo – trochę trudno się w tym (nawet osobie dorosłej i w miarę rozgarniętej) w tym połapać. Niestety, najmniej jest o Michasiu, Janeczce i samej Mary Poppins. I nie bardzo wiadomo z kim utożsamiać się lub związać emocjonalnie.

Opowieść jest dość chaotyczna i na pewno nie interesująca dla dzieci. Pointa – to że Mary Poppins będzie zawsze ze swoimi podopiecznymi, gdziekolwiek się znajdzie – trudna do zrozumienia i wcale nie wynikająca z historii.

Nie polecam.

 

P.S.

Dorosłym polecam natomiast film “Saving Mr. Banks” z Emmą Thompson jako sześćdziesięcioletnią P.L.Travers i Tomem Hanksem w roli Walta Disneya. Nie majstersztyk, ale ciekawe studium charakteru pisarki i próba rekonstrukcji dzieciństwa Travers w Australii oraz wpływu na jej osobowość ojca – nieudacznika i alkoholika – który zmarł, gdy miała 8 lat.

 

 

Advertisements