OKROPNIE ŁAKOMA WRONA

wrona na dachu

 

Pewnego razu była sobie okropnie łakoma Wrona. Jadła byle co, byle kiedy – byle jeść. Nie tylko to, co jedzą inne, mniej łakome wrony, czyli muszki, robaczki, dżdżownice, nasiona i odpadki wyrzucone przez ludzi. Połykała dosłownie wszystko, co mieściło się w jej dziobie, a więc: guziki, śrubki, kulki papieru, bańki mydlane, okulary, monety, kubeczki po jogurcie, grzebienie, pieczątki, gwizdek pana policjanta, łyżeczki do herbaty, szachy, kłębki wełny, skarpetki, spinacze do papieru, małe latawce… i mnóstwo innych rzeczy. Tak wiele, że gdybyśmy chcieli o nich napisać, cała ta opowieść byłaby tylko wymienianiem tych wszystkich przedmiotów, więc chyba te kilka przykładów wystarczy.

 

Myślicie sobie zapewne, że musiał ją ciągle boleć brzuch. I pewnie ją bolał, ale wtedy zamiast łykać tabletki na ból brzucha, łykała następne przedmioty, bo była przekonana, że brzuch ją boli z głodu. Taka to była niemądra wrona.

 

Myślicie też pewnie, że była gruba? No i tu się mylicie. Wrona zamiast robić się coraz grubsza i grubsza, robiła się coraz większa i większa. Najpierw zaczęła wyglądać nie jak wrona, a jak dobrze wypasiona kura. Potem jak gęś. Potem zrobiła się większa od indyka. A potem przerosła nawet strusia i zrobiła się największym ptakiem świata, większym nawet niż pterodaktyle, które wymarły już tysiące lat temu.

 

Była większa od latającego konia, czyli pegaza, a nawet od dorosłego, latającego słonia.

W końcu zrobiła się większa od kamienicy, w której mieszkała Klementyna, a to było trochę denerwujące, bo Wrona od pisklęcia lubiła przylatywać i siadać na tym dachu, i wypatrywać stamtąd, co by tu jeszcze nadało się do połknięcia. A w czasach, o których mówimy, była już tak ciężka, że dach trzeszczał za każdym razem ostrzegawczo, grożąc zawaleniem.

 

Dach jednak się nie zawalił, stało się natomiast coś całkiem innego. Babcia Klementyny kupiła sobie właśnie samochód, mały czerwony samochód, z którego była bardzo dumna. Właśnie tego dnia wsiadła do niego po raz pierwszy i pojechała odwiedzić Klementynę i jej Mamę, żeby pochwalić się swoim nowym, czerwonym samochodem. Samochód trąbiąc wesoło i pyrcząc pyrrr pyrrr wjechał na podwórko, na którym Klementyna bawiła się ze swoim przyjacielem,  Łukaszkiem, w chowanego. Wrona siedziała na dachu i czyściła pióra. I nagle zobaczyła mały, czerwony samochód Babci! Oczy zaświeciły jej się i wydała głośne kraknięcie zachwytu: KRAAAAA!

Całe szczęście, że Babcia zdążyła wyjść z samochodu! Bo Wrona sfrunęła z dachu, szeroko rozstawiła dziób, połknęła mały, czerwony samochód i odleciała ciężko łopocząc skrzydłami w stronę lasu.

 

I wiecie co?

Nigdy już nie pojawiła się w naszym Miasteczku.

 

Reklamy