ROBACZYWA ŚLIWA

robale

 

Upał. Siedzę w moim małym sadzie (1 jabłonka, 1 grusza, 1 wiśnia, 1 śliwa) i słyszę od czasu do czasu miękkie pac! pac!, gdy któryś owoc spada na ziemię. Już przymykam oczy, by uciąć sobie popołudniową drzemkę w cieniu, gdy te odgłosy jakoś tak dziwacznie mieszają się w mojej głowie z pewnym, znanym wierszykiem… Z tego poplątania upału, owoców i sierpniowego popołudnia w sadzie wyszło mi coś  bardzo dziwnego… Zobaczcie sami! Uwaga, mała i,  jak myślę, łatwa zagadka dla Was: CO ZA WIERSZ przerobiła Wasza…

WB podpis transparent

 

 

 

ROBACZYWA ŚLIWA

Leży na trawie dojrzała śliwa,

Miękka, dorodna, aż sok z niej spływa –

Słodka oliwa.

Leży i sapie, dyszy i dmucha,

Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:

Uff – jak gorąco!

Puff – jak gorąco!

Już ledwie sapie, już prawie mdleje,

A żar słoneczny z nieba się leje.

Uff – jak gorąco!

Puff – jak gorąco!

 

Inne owoce też pospadały

Wielkie i ciężkie – każdy dojrzały,

Pełno robaczków pod każdą skórką,

A w jednym liszka i jej mąż z córką,

W drugim i trzecim same grubasy,

Siedzą i jedzą – robią zapasy.

A czwarty owoc pełen poczwarek,

A w piątym robak, co zwie się Marek,

A w szóstym larwa, o! jaka wielka!

Przez dziurkę w skórce ciekawie zerka.

W siódmym gąsienic żeruje zgraja,

W ósmym się larwa wykluwa z jaja.

W dziewiątym – same wstrętne poczwary,

W dziesiątej – robal gruby i stary.

A tych owoców jest ze czterdzieści,

Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

 

Choćby zleciało się tysiąc ptaków

I każdy zjadłby tysiąc robaków,

I każdy dziobał, nie wiem jak śmiele,

Nie zjedzą wszystkich – jest ich zbyt wiele!

 

Nagle – gwizd!

Nagle – świst!

Leci – coś!

Nowy – ktoś!

 

Najpierw

powoli

jak żółw

ociężale

Ruszyła

ptaszyna

do śliwy

w upale.

Szarpnęła ogonek i ciągnie z mozołem.

I toczy się śliwa po murawie gołej,

I biegu przyśpiesza, i toczy się prędzej,

A mała ptaszyna pędzi za nią, pędzi.

 

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!

Po trawie, aż w krzaki, gdzie gniazdo ma kos,

Przez górki i dołki, przez pole i las,

I śpieszy się, śpieszy, by zdążyć na czas,

Do taktu to plaska i chlupie, i łupie to:

Łup to to, plask to to, chlap to to, ciap to to!

W podskokach tak, lekko tak toczy się, kiwa,

Jak gdyby to była piłeczka nie śliwa,

Nie śliwa nabrzmiała, spuchnięta, nalana,

Lecz fraszka, igraszka, zabawka dmuchana.

 

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?

A co to to, co to to, kto to tak pcha?

Że pędzi, aż wokół się roi od much?

To ptaszek swym dziobem tak wprawił ją w ruch,

Ten ptaszek, co właśnie sfrunął fiu! z obłoków,

A teraz skrzydłami u swych macha boków,

I gna ją, i pcha ją i śliwka się toczy,

A ptaszek pilnuje, czy z dróżki nie zboczy,

Bo w gniazdku czekają na przysmak maluchy,

Maluchy zgłodniałe i puste ich brzuchy,

Czekają na śliwkę dojrzałą, przejrzałą,

I wszystkie robaczki, co w śliwce mieszkają!

 

A tak to to, tak to to!…

 

 

Reklamy