ZBRODNIA I KARA

myszka wiezienie

Pewna Mysz miała takiego pecha, że za kradzież trzech okruszków trafiła do więzienia. Właściwie nie była to kradzież – okruszki leżały pod stołem, nikomu niepotrzebne. Zapewne wkrótce i tak trafiłyby do śmietnika. Mysz uważała, że spotkała ją wielka niesprawiedliwość. Ale Strażnik Więzienny powiedział jej, że wszyscy więźniowie tak uważają. Zwłaszcza ci, którzy popełnili najcięższe przestępstwa.

“Czy oskarżona jest w posiadaniu Dowodu Zakupu przedmiotu kradzieży?”

“Co?” – spytała Mysz.

Strażnik westchnął ciężko. Ci przestępcy w ogóle nie znają się na prawie!

“No, czy masz paragon ze sklepu na te trzy okruszki?”

“Nie mam” – przyznała Mysz.

“No to wszystko jasne. Przedmiot kradzieży nie został nabyty drogą kupna przez Oskarżoną, tak więc nie ulega wątpliwości, że zgodnie z paragrafem… et cetera.”

“Jaka cera?”

Ale Strażnik już jej tego nie wyjaśnił, bo wybiła jedenasta, a o jedenastej, zgodnie z Regulaminem, miał przerwę na kawę i ciasteczko z kremem.

Mysz za kradzież trzech okruszków została skazana na trzy lata więzienia, i Pan Sędzia powiedział jej, że to bardzo łagodny wyrok za tak Poważne Przestępstwo. “Ciekawa jestem, na ile by mnie skazali, gdybym znalazła pod stołem całą kromkę albo, nie daj boże, bochenek?…” – powiedziała głośno. W więzieniu zaczęła mówić sama do siebie, bo nie licząc Strażnika Więziennego, który zachodził do niej regularnie między 10:55 a 11:00, nie było tu nikogo i czuła się samotna.

Zakład Karny Dla Wyjątkowo Niebezpiecznych Zwierząt mieścił się na tyłach Sądu, na wybrukowanym podwórku, obok śmietników i drewnianego wychodka. Tak naprawdę nie było to więzienie, a jedna nędzna klatka z zardzewiałą kłódką i powyginanymi prętami, stojąca pod odrapaną ścianą. No i był tylko jeden więzień – ona.

Wyrok zapadł na początku września i Mysz martwiła się bardzo, co będzie, gdy nadejdą jesienne chłody. Klatka nie miał zadaszenia, a jej pręty kiepsko chroniły przed wiatrem. Od kilku dni padał deszcz i Mysz czuła, że lada chwila nabawi się reumatyzmu w ogonku. O zimie wolała nie myśleć.

Siódmego dnia odsiadki na podwórku pojawił się Wróbel. Najpierw w ogóle nie zauważył klatki i siedzącej w niej Myszy; skakał tylko między kałużami i szukał dżdżownic, które mogły być na tyle nieostrożne, by wyleźć z ziemi. Toteż podskoczył z przerażania, słysząc kichnięcie tuż za swoimi plecami (bo nie był Zbyt Odważnym Wróblem).

“Aaaa!…” – powiedział. – “Na zdrowie!”

“Dziękuję…” – wychrypiała Mysz, bo od rana okropnie bolało jej gardło. – “Obawiam się jednak, że już za późno.”

“Za późno na co?”

“Na zdrowie. Boli mnie gardło, ogonek, uszy. A wąsy zupełnie zdrewniały mi z zimna.”

“To czemu tu siedzisz? Na twoim miejscu dawno poszedłbym do dziupli… czy, w twoim wypadku, norki” – stwierdził Wróbel, krytycznym okiem obrzucając zdezelowaną klatkę i zardzewiałą kłódkę.

“Nie mogę” – powiedziała Mysz tak cicho, że jej nie usłyszał.

“Dasz nogę?” – odpowiedział Wróbel. – “To chyba dobrze.”

“Nie, nie. To niemożliwe… Moim obowiązkiem jest… To znaczy… Jestem, jakby to powiedzieć…” – Mysz plątała się coraz bardziej, widząc wyłupiaste oczy Wróbla wpatrzone w siebie z ciekawością – “Muszę odsiedzieć. Karę.”

“Karę? Jaką?”

“Trzy lata… których końca zapewne nie dożyję… a więc praktycznie to kara śmierci. I to za trzy okruszki, które spadły na podłogę!”

“Hmm…” – powiedział Wróbel przekrzywiając łepek – “Więc niesłusznie cię skazano?”

“Już sama nie wiem… Sędzia patrzył tak groźnie, a Strażnik mówi, że najwięksi przestępcy uważają, że są niewinni… Więc może… może ja naprawdę zasłużyłam na to wszystko?…”

“Nonsens!” – uciął krótko Wróbel.

“Więc co mam robić?”

“Wracaj do domu” – powiedział Wróbel.

Co też Mysz uczyniła. Bez trudu przecisnęła się między prętami klatki i na drżących łapkach ruszyła przez podwórko. Gdy mijała drewniany wychodek, nagle drzwi się otworzyły i wyszedł z niego Strażnik Więzienny.

“Nareszcie!” – powiedział na jej widok.

“Co nareszcie?” – zapytała drżącym głosem Mysz. Była tak przerażona, że po prostu wrosła w ziemię.

“No, nareszcie uciekłaś i mogę iść do domu” – powiedział Strażnik.

Wesoło pogwizdując przykrył klatkę brezentem, klucz od kłódki powiesił na gwoździu wbitym w ścianę wychodka i raźnym krokiem ruszył w stronę domu. Mijając śmietnik obejrzał się na Mysz, która stała w miejscu jak skamieniała.

“No, na co czekasz, mała?”

 

Reklamy