WŚCIBSKI JAŚ

20-V

 

Na-Ogół-Niebieski Piaskarz rozłożył leżak i wyciągnął się na nim wygodnie. Nogi wsadził w miednicę z wodą i właśnie chciał się zabrać do czytania, kiedy zobaczył idącego przez wydmy Jasia.

– Psia krew! – zaklął i przykrył twarz gazetą – Może mnie zauważy.

Ale Jaś był tego ranka wyjątkowo przytomny i, co jeszcze bardziej zdumiewające, bardzo towarzysko usposobiony.

Było tak ciepło i słonecznie. Aż nie chciało się nic jeść.

– Ma pan coś do picia? – zaczął uprzejmą rozmowę, uchylając róg gazety i zaglądając w jej cień. – Piękna pogoda, prawda?

– Rzeczywiście,  b y ł a  piękna – odburknął Piaskarz i z rozpaczą przyciągnął gazetę.

– Co pan czyta? – zapytał wesoło Jaś. – O dyplomacji?

–  Ja nie czytam. Ja śpię. Dobranoc!

– Dobranoc. A co się panu śni?

– Śni mi się, że wydmy są puste, całkiem, całkowicie puste, aż po horyzont.

– Bardzo ciekawe. Ale to nie sen, proszę popatrzeć – zawołał Jaś i ściągnął z niego gazetę.

Piaskarz zacisnął gwałtownie powieki.

– Wcale nie. Wcale nie są puste – powiedział.

– Ależ są, proszę tylko spojrzeć! Ani jednego stworzenia, ani, ani. Można by pomyśleć, że tylko my dwaj jesteśmy na świecie: pan i ja. Pustka aż po horyzont… Pan zna się na poezji? – Jaś rozłożył sobie gazetę na piasku i usiadł na Kronice Sportowej.

– Nie.

– A na czym pan się zna?

– Na milionie sposobów, jak należy przyprawić, piec i pożreć wścibskich chłopców!

– Hi, hi! Ale pan się śmiesznie wykrzywia! Proszę tak wybałuszyć oczy jeszcze raz, a potem pójdziemy do pana i napijemy się czegoś. Strasznie dziś gorąco.

Ale Piaskarz już nie słuchał. Zerwał się z leżaka i błyskawicznie zaczął się zagrzebywać w piachu. Po chwili było widać tylko rudo-bury chwaścik jego ogonka, ale i to zaraz zniknęło.

– Ale dziwny z niego gość – powiedział do siebie Jaś, sadowiąc się na leżaku i wsadzając nogi do miednicy. – Chyba się zdrzemnę na chwilkę – westchnął i przykrył twarz gazetą. – Pusto, pusto aż po horyzont… – mruknął zasypiając.

male4

 

 

Advertisements