PÓŁKA Z NAJLEPSZYMI KSIĄŻKAMI DLA DZIECI: “TAJEMNICZY OGRÓD”

 

russellbarnett-1

 

Punktem zwrotnym tej pełnej niezwykłych wydarzeń historii jest moment, w którym “mała nieznośnica”, Mary Lennox, dzięki zaprzyjaźnionemu ptaszkowi o czerwono-pomarańczowym upierzeniu na piersi, rudzikowi (w polskim tłumaczeniu, gilowi) odnajduje wejście do tajemniczego ogrodu.

Mdzg8dHch4ceVsCI59hDc3UoswvCNkloswtmdOVG

Ta historia zdarzyła się naprawdę autorce powieści, Frances Hodgson Burnett! W latach 1898 – 1907 Burnett mieszkała w posiadłości Maytham Hall i podobno mały rudzik pokazał jej furtkę w murze porośniętym bluszczem, prowadzącą do zupełnie zaniedbanego ogrodu różanego. Autorka z czasem doprowadziła do odrodzenia ogrodu; później postawiła tam małą altanką i w niej pisała swoje powieści – zawsze w białej sukni i w wielkim, ozdobionym kwiatami kapeluszu na głowie. Czy to nie bajeczna historia?

W “Tajemniczym ogrodzie” zawsze najbardziej podobało mi się właśnie połączenie tego, co prawdopodobne, z już mniej prawdopodobnym, a bardziej tajemniczym, “magicznym”. Jeśli jest się racjonalistą, magię w tej książce można zrozumieć jako działanie sił natury. Jej zupełnie z pozoru nietajemniczym “kapłanem” jest Dick – prosty chłopiec z wrzosowisk, który przyjaźni się z dzikimi zwierzętami i wie wszystko o przyrodzie. Choć nie wszystko w tej historii da się wytłumaczyć tak prosto jak przetrwanie róż w zamkniętym przez dziesięć lat ogrodzie – które to róże, jak się okazało, stary ogrodnik Ben przycinał wchodząc co roku przez mur po drabinie. Wykopanie klucza przez szukającego robaków rudzika, oczywiście mogło być przypadkiem, podobnie jak pokazanie furtki do ogrodu, w którym miał gniazdo. Ale dwa takie przypadki… Podobnie ma się sprawa ze snem lorda Cravena, w którym jego zmarła żona nalega, by wrócił do domu, “do ogrodu”. Sen ten robi na tak silne wrażenie na mężczyźnie, który spędza rok po roku w dalekich krajach pragnąc zapomnieć o śmierci żony i synu-kalece, że lord pakuje bagaże i wraca natychmiast do swojej posiadłości. I rzeczywiście – odnajduje tam “prawdziwy cud”, czyli syna zdrowego i pełnego radości życia!

Dzieci, które wyrosły ze świata magii absolutnej – który otacza je gdy mają 2-6 lat – gdy stracą wiarę w świętego Mikołaja i Wróżkę Zębuszkę, nadal pragną wierzyć choć w odrobinę czarów. Takich czarów, jak te, które mały Colin pragnął badać i wykładać o nich, gdy dorośnie.

I tych czarów “Tajemniczy ogród” jest pełen.

 

Tajemniczy_ogrod_Zieleniec_400x400

P.S.

W mojej chacie nad Bardzo Głęboką Szczeliną, na półce z najlepszymi książkami dla dzieci, stoi wydanie “Tajemniczego ogrodu” z 1971 r., w tłumaczeniu Jadwigi Włodarkiewicz, z ilustracjami Bogdania Zieleńca – tego samego, który ilustrował wszystkie przeczytane przeze mnie w dzieciństwie tomy “Ani z Zielonego Wzgórza”.

Później czytałam wersję oryginalną “The Secret Garden” i odkryłam, że polska nie oddaje jednej z ważnych cech książki – dialektu Yorkshire, którym mówią mieszkańcy wrzosowisk, i który panicz Colin i panienka Mary, zafascynowani osobą Dicka, starają się naśladować.

 

 

Film Agnieszki Holland z 1993 r. widziałam w Leśnym Kinie. Jest sprawnie zrobiony, właściwie bez zarzutu, ale brakuje mu… brakuje chyba tego czegoś nieuchwytnego, lekko przestarzałego, bardziej prawdziwego. Jest trochę “zbyt kolorowy” i “cukierkowy”, zbyt bajkowy właśnie, by siłę magii naprawdę odczuć.

images

Reklamy