NIEUPARAWANIONYM WZTEMP WZBORNIONY!!!

smok wladca

 

Ze smokami jak z ludźmi – jedne są porządne, uczciwe i wesołe, a inne ponure, niesympatyczne i złośliwe. Smok Zdzisław Cherlawy należał niestety do tej drugiej kategorii. Mieszkał zupełnie sam w jaskini za zboczu wulkanu i całymi dniami myślał tylko o tym, jakiego by tu niemiłego psikusa komuś zrobić. To on nazbierał kiedyś najczarniejszego popiołu z wnętrza wulkanu i rozsmarował go po praniu wywieszonym w sadzie przez mamę Świstakową. Jego sprawką było spuszczenie wody z Czarnego Stawu, on też pewnej wiosny otworzył Szkołę Latania Dla Piskląt, po skończeniu której młode ptaki potrafiły latać wyłącznie na plecach!… Lista niecnych sprawek Smoka Zdzisława Cherlawego jest długa, jednak chyba najbardziej niecnego wyczynu dopuścił się w zeszłej jesieni.

Po obejrzeniu w telewizji serialu pt. “Najwięksi Władcy Wszechczasów” sam postanowił zostać jednym z nich. Z puszki po fasolce szparagowej, zrobił sobie koronę, z tłuczka do ziemniaków – berło, a zakrętek od słoików – kilkanaście medali, które z dumą przypiął do wstęgi na swojej cherlawej piersi. Następnie w całych Górach porozstawiał tablice z napisami “KRULESTWO ZMOKA  HERLAFEGO WIELGIEGO – NIEUPARAWANIONYM WZTEMP WZBORNIONY!!!”.

Nie umiał dobrze pisać, dlatego porobił tyle błędów, ale i tak wszyscy zrozumieli, że sprawa jest poważna. Tyle zwierząt i stworzeń mieszkało w Górach, tyle owiec pasło się zawsze na halach, tyle ptaków przelatywało nad szczytami – a teraz co? Smok zajął całe Góry tylko dla siebie?!

Tablice stały przy każdej ścieżce, u wylotu każdej doliny, i szpeciły krajobraz. Sytuacja była naprawdę poważna, więc mieszkańcy Lasu zebrali się któregoś niedzielnego popołudnia na naradę. Nikt nie wiedział, jak pokonać Smoka, który wprawdzie nie był zbyt mądry, ale za to był najsilniejszy z nich wszystkich, a na dodatek potrafił ziać ogniem, a przynajmniej tak się przechwalał. Bury Niedźwiedź zaproponował, żeby skałę przed Smoczą Jaskinią wysmarować miodem – Cherlawy idąc na poranną przechadzkę, przylepi się i będą mieli go z głowy. Pomysł był niezły, ale okazało się, że Niedźwiedziowi, wielkiemu żarłokowi, została już  tylko jedną baryłka miodu i to niepełna, a pszczoły już zakończyły produkcję na ten rok. Grupa młodych Świstaków wystąpiła z propozycją wygwizdania Smoka, ale nikt nie potraktował ich poważnie. Czarny Baran zabeczał, że on się na pewno nie da wypchać siarką, choć nikt tego nie sugerował. Potem nastąpiła cisza i zwierzęta patrzyły tylko na siebie, i chrząkały z zakłopotaniem.

I wtedy na środek polany wystąpił Alojzy Wąsik, Chrabąszcz Majowy, stworzenie tak niewielkie wzrostem, że nikt do tej pory nie zauważył nawet, że brał udział w naradzie. Powiedział tylko: “Zostawcie to mnie!” – i odleciał w stronę pobliskich zarośli.

 

alojzy1

Zwierzęta popatrzyły na siebie z niedowierzaniem, kilka wiewiórek parsknęło śmiechem, ale ponieważ nikt nie miał już żadnych pomysłów, towarzystwo w milczeniu rozeszło się do swoich nor i dziupli.

Wyobraźcie więc sobie ich zdumienie, kiedy następnego poranka Jaskółka Zofia nadleciała z wiadomością, że tablica u wylotu Zielonej Doliny zniknęła! Wszystkie zwierzęta pobiegły, by zobaczyć to na własne oczy – i rzeczywiście, w miejscu, gdzie jeszcze wczoraj stał szkaradny słup z napisem, leżała teraz tylko kupka proszku.

W tym momencie nadleciał wściekły Cherlawy.

– Co jest?! – zapiszczał, bo głos miał dość nędzny jak na smoka – Kto śmie niszczyć moją własność?

Ale zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć cokolwiek, kolejny słup zaczął chwiać się i trzeszczeć, i po chwili na oczach zdumionych zwierząt i wściekłego Smoka… po prostu rozpadł się, zmieniając się w kupkę brązowego pyłu!

Po chwili to samo stało się z następnym, a po nim z kolejnym… Nie minęło dziesięć minut, a wszystkie smocze tablice rozsypały się w pył!

Smok zrobił zeza, czknął dwa razy, podkulił ogon i odleciał w stronę swojej jaskini.

– Mówiłem, że się tym zajmę – rozległ się nagle cichutki głos Alojzego Wąsika.

– Ale jak… jak to zrobiłeś? – zapytał najmłodszy świstak, Onufry, a wszystkie zwierzęta nadstawiły uszu, bo same były bardzo ciekawe, ale uważały, że głupio o to pytać.

– Ja tego nie zrobiłem – odpowiedział skromnie Alojzy. – Ja to Zorganizowałem.

A ponieważ z min otaczających go zwierząt wywnioskował, że niczego nie rozumieją, dodał:

– Przedstawiam wam moich dalekich krewnych, rodzinę Korników!

W tym momencie jedna z kupek popiołu poruszyła się i wymaszerowała z niej grupka opancerzonych chrabąszczy, z których niektóre jeszcze nadal przeżuwały drewno, mamrocząc: “Niezłe drewienko, smakowite, chrum, chrum!”

No i w ten sposób Smok Zdzisław Cherlawy nie został władcą Wielkich Gór, a na dodatek, kiedy dowiedział się, że pokonały go niewielkie chrząszcze, ze wstydu zamknął się w swojej jaskini na zboczu wulkanu i do tej pory nie wychylił z niej pyska!

I dobrze. Bo Góry należą do wszystkich stworzeń – nie tylko do największych i najsilniejszych, ale też do tych całkiem malutkich.

 

 

Reklamy