CO SŁYCHAĆ NA STRYCHU

Całkiem sama (i nie pytając nikogo o pozwolenie) wdrapała się Tynka na strych. Jak na każdym prawdziwym strychu było tam pełno rupieci w fascynującym półmroku i skrzypiały zmurszałe deski podłogi. Spod skośnego dachu zwisały zakurzone wiązki suszonych ziół i śpiące gacki, a małe, kwadratowe okienko zasnuwała gęsta pajęczyna.

– A więc wszystko w porządku – mruknęła i postawiła lampę naftową na desce. – Najpierw ten kufer! – postanowiła i zaczęła mocować się z ciężką kłódką, ale tylko przygniotła sobie palec. – Oj! – pisnęła.

– Stać! Kto tu? – krzyknął ktoś zza zwoju lin.

– To ja, Tynka.

– A ja jestem Mrówek. – Mrówek wysunął się ostrożnie na środek wolnej przestrzeni. – Właśnie przeprowadzam tu ćwiczenia. Baczność! Wróg jest wszędzie – dodał szeptem, rozglądając się bacznie wokół.

strych

 

– Ale ja szukam zaklętego skarbu i nie mogę teraz zajmować się jakimś wrogiem – wyjaśniła Tynka, także mimowolnie zniżając głos do szeptu.

– No to on się tobą zajmie! – wrzasnął Mrówek. – A wtedy nie chciałbym być w twojej skórze. Już lepiej od razu przejdź pod moje rozkazy. Jestem większy i silniejszy. A poza tym jestem mężczyzną.

– Ale ja nie mam czasu.

– Nie wykręcaj się. Zaraz otrzymasz zadanie bojowe, które wykonasz z Narażeniem Życia.

– Ale po co?

– Żeby ocalić naszą Sprawę.

– Ale ja nie chcę niczego ocalać, zwłaszcza z tym… jak to mówiłeś… zarażeniem tycia.

– Narażeniem życia, nie pleć głupstw, tylko słuchaj moich rozkazów!

– A jak nie będę słuchać?

– To zostaniesz oddana pod Sąd Wojenny! Rozkaz to święta rzecz, a jego niewykonanie to… – tu zawiesił głos dla większego efektu – ZDRADA – wysylabizował.

– E, tam – powiedziała Tynka. – Lepiej bawmy się w coś weselszego. Sprawdź, co jest w tej skrzyni!

– Ja tu jestem dowódcą, nie ty!

– No to bądź sobie. Ale nie zapomnij najpierw zdjąć tych gazet z wierzchu, bo się rozsypią – i Tynka znów zajęła się kłódką.

– Uważaj! – skoczył ku niej Mrówek. – Tu może być ukryta bomba…

– Tak? – zapytała uprzejmie Tynka i jeszcze raz pociągnęła za rygiel. Kłódka wreszcie otworzyła się z głośnym trzaskiem. Mrówek błyskawicznie schował się za komin, trzymając łepek między ramionami.

– Hej, gdzie ty się podziałeś? – Tynka rozejrzała się uważnie wokół, ale nic nie widziała w półmroku.

Mrówek podczołgał się ku niej bardzo ostrożnie.

– Nic ci się nie stało? – spytał.

– A co mi się miało stać?

– Aha. No to otwieraj ten kufer i dobrze wszystko obserwuj. Ja tymczasem pójdę na mały Zwiad – i Mrówek znów schował się za komin.

– Co za dziwny mały – pomyślała Tynka i podniosła ciężkie wieko kufra.

– Aha – zamruczała wsadzając nos do środka – tak myślałam, mój Zaklęty Skarb!

W środku leżała para starych bucików, wyszczerbiona filiżanka w kwiatuszki i prawie łyse strusie pióro.

– Teraz zapakuję sobie wszystko z powrotem, żeby następnym razem znów móc to znaleźć. Bardzo ładny Skarb, tak, tak…

– I co, zdemaskowałaś Wroga? – usłyszała za sobą ciche sapnięcie.

– Nie, ani jednego. Wszyscy już chyba sobie poszli. – Tynka zatrzasnęła wieko skrzyni. W smudze słońca padającego przez małe okienko zawirował kurz.

– To mało prawdopodobne. Pewno się gdzieś ukryli. Pójdę i sprawdzę – ale nadal stał przy Tynce.

– No to i ja już idę. Hej!

– Czekaj! Jak to idziesz? Nie wydałem ci rozkazu odmaszerowania!

– No to wydaj szybko, bo już schodzę – i Tynka stanęła na pierwszym stopniu drabiny.

– Roo-zejść się! – wrzasnął Mrówek, a potem schylając się do ucha Tynki wyszeptał – Czy tam na dole nie ma przypadkiem jakiegoś lwa?

 

(rozdział z książki „Tynka”, która dostępna jest w wersji elektronicznej – ebook – we wszystkich najważniejszych księgarniach świata – od Amazona po polski Merlin). 

Reklamy