MIŁOŚĆ I REUMATYZM

XII-118

 

Walentynki już były, ale miłość jest tematem, o którym przyjemnie się pisze, niezależnie od dnia i godziny. Dlatego opowiem Wam dziś historię wielkiej miłości, która połączyła Syrenkę o imieniu Walerka z policjantem Alojzym T.

Działo się to całkiem niedawno, mniej więcej w tym czasie, gdy wiatr wiał z południowego wschodu, a liście na drzewach zastanawiały się, czy już spadać czy też zostać jeszcze trochę na gałęziach.

W tym to czasie policjant Alojzy T. został oddelegowany do patrolowania brzegu Rzeki. Było to całkiem przyjemne zajęcie, ot, musiał spacerować nadrzecznym bulwarem i wszystkiemu uważnie się przyglądać. “Czujność! To pańskie zadanie, sierżancie!” – powiedział mu przełożony, wręczając mapę i lornetkę.

Mama Alojzego martwiła się wprawdzie, że nabawi się reumatyzmu z powodu wilgoci, ale on uśmiechał się tylko, mówiąc “Nic mi nie będzie, staruszko”, pakował kanapki z serem do kabury na pistolet (pistoletu nie nosił, bo uważał, że to zbyt niebezpieczne) i wychodził każdego ranka na obchód.

“Obchód” to chyba niedobre słowo – sugeruje chodzenie dookoła czegoś, a dookoła rzeki chodzić się oczywiście nie da. Policjant Alojzy T. codziennie zaczynał swój marsz na lewym brzegu. Kierując się na północ, docierał do Mostu Górnego, przechodził nim na brzeg prawy i szedł na południe, aż do Mostu Dolnego, po którym wracał do domu. Mniej więcej w połowie swojego patrolu zatrzymywał się, by zjeść kanapki. Ot i wszystko.

Moglibyście pomyśleć, że to nudne zajęcie, ale zapewniam was, że tak nie było. Każdego dnia była inna pogoda i Rzeka wyglądała całkiem inaczej. Raz snuły się nad nią mgły, innym razem błyszczała w słońcu jak dobrze wypolerowana blacha. Fruwały nad nią i pikowały w poszukiwaniu ryb najrozmaitsze ptaki. No i nad brzegami i na mostach można było spotkać tylu ludzi! Każdy niósł w sercu własną historię i policjant Alojzy T. lubił się zastanawiać, kim są, dokąd się śpieszą, dlaczego są smutni i weseli. Nie, nie, patrole nadrzeczne były naprawdę fascynującym zajęciem!

Ale najbardziej fascynująca historia przydarzyła się Alojzemu w pewną środę. Właśnie zszedł z Mostu Górnego i usiadł na betonowym nabrzeżu, by zjeść swoje kanapki z serem, kiedy nagle zauważył, że na powierzchni wody, nieco na lewo od niego, tam, gdzie kończył się bulwar, a zaczynała piaszczysta skarpa porośnięta wierzbami, woda zrobiła się bardzo zielona i pojawiło się w niej mnóstwo powietrznych bąbelków. Bąbelki nie po dotarciu na powierzchnię nie pękały, ale unosiły się nad wodę i frunęły z wiatrem, mieniąc się w słońcu wieloma kolorami.  “Co to może być?” pomyślał zdziwiony Alojzy, odłożył kanapkę i sięgnął po lornetkę. Muszę wam powiedzieć, że jego lornetka była sprzętem najnowszej generacji, bo Komenda Dzielnicowa dostała właśnie dofinansowanie z Unii Europejskiej i zakupiła nowoczesne urządzenia do Śledzenia Groźnych Przestępców. Alojzemu T., który wykonywał patrole nadrzeczne, powierzono lornetkę głębinową, to znaczy taką, dzięki której mógł wyśledzić Złoczyńcę, który ukryłby się pod wodą. Do tej pory Alojzy T. nie wykrył żadnego Złoczyńcy, ani pod, ani nad wodą, ale miał nadzieję, że kiedyś to się stanie.

Jakie było jednak jego zdziwienie, kiedy przez szkła swojej lornetki głębinowej dostrzegł nie groźnego Złoczyńcę, ale zupełnie niegroźną Syrenkę, która bawiła się puszczaniem baniek pod wodą! Miała piękne, wijące się zielone włosy, zadarty nosek i ogon pokryty srebrzysto-zieloną łuską. Alojzy T. zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia! I od razu zrobił się bardzo smutny, bo pomyślał sobie, że taka urocza i niezwykła Syrenka nigdy nie zwróci uwagi na niego, zupełnie zwykłego i pozbawionego osobistego uroku policjanta, Alojzego T. Ale nie wiedział o jednym – że Syrenka (która miała na imię Walerka) już od bardzo dawna obserwowała go z ciekawością w czasie jego codziennych patroli i zauważyła jedną rzecz, która według Walerki była znacznie ważniejsza niż urok i niezwykłość. Zauważyła jego dobre serce. Alojzy podnosił pisklęta, które wypadły z gniazd, opatrywał skaleczone łapy psów, karmił ptaki, pomagał staruszkom nieść torby z zakupami, dzieciakom ocierał łzy i w ogóle był bardzo uczynny dla wszystkich.

Dlatego Walerka pokochała go swoim syrenim serduszkiem i postanowiła zwrócić na siebie jego uwagę. Wypolerowała łuski na ogonie, a we włosy wplotła najpiękniejsze wodorosty i zaczęła puszczać kolorowe bańki w nadziei, że ją zauważy.

Alojzy T. nie tylko zauważył, ale i, jak już mówiłam, pokochał od pierwszego lornetkowego wejrzenia. I nie minął tydzień, jak Walerka została jego żoną.

Na ślubie obecni byli zarówno przedstawiciele Komendy Dzielnicowej, jak i różne Wodne Stwory, i z powodzeniem zacieśniano współpracę nad i podwodną. W czasie ceremonii zdarzył się tylko jeden przykry incydent, kiedy mama pana młodego wybuchnęła płaczem wołając:

– Teraz to już na pewno, Alojzku kochany, dostaniesz reumatyzmu!

 

 

 

Advertisements