GDZIE TA NOGA?

kangur

Przykra to rzecz niesłychanie,

Kiedy już się komuś stanie –

Zgubić nogę, bo bez nogi

Skakać kangur nie jest w stanie.

Może obejść się bez skrzydeł,

Dziobem kłapać też nie musi,

Ale noga?… Jak bez nogi

Pędem pobiec do mamusi?

Jak kolegów ganiać w kółko?

Lub piechotą ruszyć w drogę?

A poza tym, jak bez nogi

Kiedy trzeba, to dać nogę?

Kangur szuka nogi wszędzie,

W butach szuka i w szufladzie,

I pod łóżkiem, i za szafą,

Wspina się, na brzuchu kładzie…

Znalazł wprawdzie nóg bez liku –

Nogę znaleźć nic trudnego:

Są stołowe, lewe, prawe;

Żadna jednak nie jest jego.

Kangur stracił już nadzieję;

“Noga za mnie!” – myśli sobie,

“Nie podskoczę już nikomu,

Co bez nogi, biedny, zrobię?”

Łzami zalał się, nieborak,

Więc do torby łapę wkłada,

Chustki szuka. Ale, co to?!…

Z torby nagle coś wypada!

Coś długiego, znajomego,

I z pięcioma paluchami,

Co to może być takiego?

Chyba już zgadliście sami!

Kangur nogę tuli czule,

I z radości płacze prawie.

“Moja droga, śliczna nogo,

Więcej już cię nie zostawię!”

Od tej pory on i noga,

Wszędzie razem, nie z osobna,

Lewa noga to za mało,

Choć do prawej jest podobna.

Zwinność ważna dla kangura,

No, bo kangur to nie kura,

Skakać musi, sadzić susy,

Taka jego jest natura.

Reklamy