JAK SIĘ NA PÓŁ PODZIELIĆ I POZOSTAĆ CAŁOŚCIĄ

bzidzin mysli 1

Hej, to ja, Wasza Wiedźma Bździnducha!

Wiedźma Bździnducha w kropce.

Nie wiecie, co to znaczy? Nie dziwię się, bo to naprawdę dziwaczne powiedzonko, które wzięło się stąd, że jeden muchomor powiedział do drugiego… Nie, nie, to za długa historia, żeby teraz ją opowiadać, bo mam bardzo mało czasu.

I właśnie o to chodzi!

Zaczęło się niewinnie. Może pamiętacie, że kilka miesięcy temu poleciałam aż do Stolicy na przedstawienie pt. “Wiedźmy”. Spodobało mi się bardzowielce. Potem zrobiłam nawet wywiad z odtwórczynią roli Babci. I wtedy to się stało! – załapałam od niej bakcyla. Bakcyla teatralnego. Długo próbowałam się z tego wyleczyć różnymi nalewkami i miksturami, ale nic nie pomagało. Zachorowałam poważnie na teatr. To bardzo ciężka choroba, u mnie rozwijała się w sposób błyskawiczny. Jesienią zaczęłam szukać jakiejś jaskini albo sporej dziupli, żeby urządzić w niej scenę. Wczesną wiosną, gdy w górach zaczęły topić się śniegi, a spod nich wyłazić krokusy, zamiast je wąchać, zajęłam się pracami budowlanymi. A już w maju miałam własny teatr z pierwszym przedstawieniem, które nazwałyśmy “Kółko i Kwadrat”, bo nic mądrzejszego nie przyszło nam do głowy. Mówię “nam”, bo teatr założyłam z inną wiedźmą, równie wiekową jak ja. Wiedźma W. (woli pozostać anonimowa, nie dlatego, żeby grzeszyła zbytnią skromnością, ale myśli, że tajemniczość dodaje uroku, zwłaszcza w męskich oczach, a ona, w przeciwieństwie do mnie, wciąż jeszcze liczy na połączenie się węzłem małżeńskim z jakimś przystojnym huncwotem płci przeciwnej)… no więc Wiedźma W. zamieszkiwała w odległych czasach swej młodości w Miasteczku Między Górami – stąd się znamy, chodziłyśmy razem do Wieczorowej Szkoły dla Czarownic, a raczej latałyśmy.

No a teraz razem mamy teatr. Nie jest on duży, właściwie to jest Niewielki. I najdziwniejsze, że przychodzą do niego tabuny dzieciarni. A nie to było naszą intencją! Chciałyśmy tworzyć Sztukę przez duże S, czyli dla dużych Ludzi. “Kółko i Kwadrat” w naszych oczach było głęboką filozoficzną przypowieścią o ludzkiej kondycji, z wyrafinowaną symboliką, a mnóstwem odniesień i metafor n-tego stopnia. Tymczasem trzyletnie brzdące świetnie się na nim bawią. Hmm… Właśnie odbyła się premiera kolejnej sztuki, “Dobranoc, Jaśku”. Inspiracją do tego dzieła był “Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a. Ku naszemu zdumieniu spektakl najlepiej dobierają dwulatki. No, nic. Nie poddajemy się. Ale, przyznam, cały mój czas pochłania teraz teatr. Mój dom Nad Bardzo Głęboką Szczeliną został zamknięty na wielką kłódkę, bo codzienne loty do stolicy były zbyt uciążliwe i mojej miotle witki lotne się przegrzewały. Biała Owca przeniosła się do Owczrni i pisze stamtąd smętne listy, które nieodmiennie zaczynają się płaczliwym “Meeee…!”. Światsków w ogóle nie widuję.

Tęsknie trochę za świętym spokojem, głowę łamię, co to zrobić, żeby się rozdwoić – bo bardzo by się to przydało. Jedna Bździnducha latałaby jak oszalała wrona wokół Teatru Niewielkiego, a druga spokojnie siedziałaby sobie na progu swojej chaty i ćmiła fajkę, puszczając kółka dymne jak Gandalf w spódnicy. Nigdy wprawdzie nie paliłam, ale co szkodzi.

Znam mnóstwo pożytecznych zaklęć i czarów, co niejeden mieszkaniec Lasu i okolic może potwierdzić, ale tego akurat nie znam. Może kiedyś znałam i zapomniałam? Pamięć mi już nie dopisuje jak dawniej i czasem łapię się na tym, że wychodzę z siebie i nie zamykam drzwi na klucz, ale co zrobić, latka lecą.

Rozdwoić chciałabym się również dlatego, że strasznie zaniedbałam pisanie wierszyków-mózgostyków, okropnie usypiających bajek na dobranoc i spisywanie moich tajemnych receptur gastronomicznych… Innymi słowy – blog Świstaki i Inne Smaki leży odłogiem. Muszę się poprawić, ale jak to zrobić?…

Jeśli więc ktoś z Was zna przepis na podzielenie się na pół, ale tak, żeby obie połowy były całościami, to bardzo proszę – piszcie w komentarzach!

Wasza

WB podpis

Advertisements