GRZYWA 

lew

Czasem tak niestety bywa – i to nie raz, i nie dwa –

Że lwu w ślepia wpada grzywa i to przykre jest dla lwa.

 

Lew jest dumny ze swej grzywy, to ozdoba jego łba,

Lecz jest bardzo nieszczęśliwy, gdy rozczesać grzywę ma.

 

Gdy potrząsa łbem i ryczy, z grzywy kołtun robi się,

A potrząsać bardzo lubi – rozczesywać za to nie.

 

Grzywa w oczach, kołtun w grzywie – jak z kołtunem w grzywie żyć?

Jak zabójcze mieć spojrzenie, kiedy się nie widzi nic?

 

Do fryzjera latać ciągle? A czy to wypada lwu?

Trwałą może zrobić sobie… Czy do pyska będzie mu?

 

Lew zamartwia się problemem, lew z rozpaczy włosy rwie,

Lew wyłysiał… Stracił grzywę! Kilka kłaczków ma na łbie.

 

I co teraz? – ryczy dziko, w dziki nagle wpada gniew –

Jaki ze mnie władca zwierząt? Jestem zwykły łysy lew!

 

Moja grzywo, dumo moja! Już ty w ślepia wpadaj mi,

Plącz się, kołtuń i rozrastaj, po krzaczaste rośnij brwi!

 

Będę gładził cię co rano, czesał z włosem i pod włos,

Bądź tak gęsta, że zza grzywy będzie widać tylko nos!

 

Czeka lew przez trzy miesiące i czternaście długich dni,

Żeby grzywa mu odrosła. Nie wystawia łba zza drzwi.

 

Wreszcie jest! Coś na kształt grzywy kłębi się na głowie lwa.

Lew jest dumny, lew szczęśliwy, i o grzywę swoją dba.

 

Bo tak czasem w życiu bywa – i to nie raz, i nie dwa –

Że coś najpierw trzeba stracić, by docenić, co się ma.

Reklamy